Ludzie

Elżbieta Powichrowska

Jak się znalazłam w Drodze:

Przyszłam, bo usłyszałam że Ojciec to fajny człowiek. Akurat szukałam spowiednika, a on prowadził rekolekcje. Usłyszałam od niego: „Witaj dobry człowieku”. Byłam wtedy zawstydzona, nie skupiałam na sobie uwagi innych. Grzeczna dziewczynka chodząca na oazę. Czegoś mi jednak brakowało. Tu przy Ojcu odkryłam, że tak naprawdę to  każdy człowiek jest dobry. Każdy -  narkoman, alkoholik. Wcześniej uważałam, że dobrzy to ci, którzy chodzą do kościoła, posłuszni itd. Tutaj zaczęłam chodzić po melinach, spotykać się z uzależnionymi w ich środowisku. Zobaczyłam, że to są wspaniali ludzie, tylko mają to dobro nieodkryte, a ich życie się pogmatwało.

Szczególny moment:

Początki, kiedy to wszystko tworzyło wszystko. Gdy otwierałam placówkę Nasz Dom, gdzie byłam kierownikiem. Wszystko tam robiliśmy sami, burzyliśmy ściany, tapetowaliśmy, malowaliśmy. Nie mieliśmy ani grosza, żebraliśmy po firmach. O każdą cegłę się prosiło. Wtedy się wiele nauczyłam, że wielu jest ludzi którzy chcą pomóc, ale trzeba im to umożliwić. Pamiętam biznesmana, który nauczył nas jak otrzymywać, jak prosić, jak dziękować. Nie żebrzę dla siebie, ale dla kogoś. Żyję  na co dzień pracą, którą kocham.

Prywatnie:

Jestem szczęśliwą mężatką. Oboje z mężem od lat pracujemy z narkomanami, on jest w Drodze rok dłużej niż ja. Co ciekawe, bardzo się początkowo nie lubiliśmy, potem bardzo się pokochaliśmy. Teraz mamy wspaniałe dzieci i tworzymy fantastyczną rodzinę.